Józef Herbut urodził się w Bośni. Do Polski przyjechał po drugiej wojnie światowej i wraz z rodzicami zamieszkał w Tomisławiu. Pracował jako kierowca zawodowy. Jednocześnie pisał wiersze. Pierwszy jego tomik pt. „Dwie Ojczyzny” ukazał się drukiem ponad dwadzieścia lat temu. W 2007 roku w Bolesławcu został wydany drugi tomik jego poezji pt. „Podróż sentymentalna”. Tomik ten jest liryczną podróżą przez życie, opowiada o wspomnieniach z młodości, dzieciństwie oraz ziemi Osiecznickiej.

 

 


Tu mój dom
--------------
Przywiał mnie na tę ziemię
dziejowy wiatr z południa,
W czterdziestym szóstym wiosną,
A wiosna była cudna.

Tam pozostała chata
I ten dziecięcy mój świat,
Tak bardzo zubożony
Czasem wojennych lat.

Tę ziemię pokochałem
Jej urok zachwycił mnie.
Nie szukam szczęścia w świecie,
Bo ono jest obok mnie.


Tu witam wschody słońca,
Radosny dzień po dniu,
A Bory Dolnośląskie
Szumią mi cicho do snu.


Grusza
--------
Na szczycie wzgórza stał dom rodzinny,
Zwyczajna wiejska chata.
Z drewna i gliny małe okienka
jak z bajkowego świata.

Niżej na zboczu była winnica
Od południowej strony.
Między rzędami tam dojrzewały
Arbuzy i melony.

Przy polnej dróżce, tej od źródełka,
niewielka grusza stała.
Matka wychodząc w pole do pracy,
Hamak tam z dzieckiem wiązała.

Tuż za stodołą był las dębowy
I ptaki w nim śpiewały.
Gdy zmierzch zapadał, w polu za chatą
Świerszcze swój koncert grały.

Dziś nie ma śladu po tamtej chatce,
Pola porosły lasem.
Została grusza, ta co mój hamak
Z wiatrem bujała czasem.

Z nostalgią
--------

Z nostalgią wspominam
Ukochaną szkołę
Tamte dzieci wojny
Szczęśliwe, wesołe.

Czasami godzina
Za krótka bywała
Gdy o dziejach Polski
Pani nam czytała

W jej głos czarujący
Byliśmy wsłuchani
A połowa chłopców
Kochała się w pani

Szkoła choć pokoleń
Wiele wykształciła
Pod naporem czasu
Nic się nie zmieniła

Tylko życiu uczniów
Los tyczył granicę
Dzisiaj całą klasę
Już na palcach liczę

Dlatego mi tęskno
Za tymi latami
Za panią Adelą
I za dziewczętami


Posłuchaj dziadku

--------------------
Wiem o tym, że byłeś rodem z Tatnopola
Pożegnałeś kresy, idąc w świat za chlebem.
Cóż kiedy chleb tamten gorzko ci smakował
Bo tęskno ci było pod bałkańskim niebem

Odszedłeś tak młodo, mówiła mi mama.
Została sierotą mając dziewięć lat.
Wkrótce opuściła swą rodzinną chatę.
Płakał za nią tylko Franek, starszy brat.

Po tych trudnych latach ja się urodziłem.
Wnet i moją radość wojna zamąciła.
I szliśmy przez piekło, co Bośnię trawiło.
Nam los był łaskawy rodzina przeżyła.

Wróciłem do Polski na piastowskie ziemie.
Tu-moi najbliżsi i mój własny kąt.
Wybacz drogi dziadku, nie byłem na kresach,
bo choć w sercu bliskie, to dalekie stąd.

Tu jest moja mała kochana ojczyzna,
wielu naszych książąt pamiątki i sława.
Jako perły błyszczą w promieniach słonecznych.
I zamek nad Kwisą i gród Bolesława.

Musiałem ci kiedyś o tym opowiedzieć.
To tkwiło w mej duszy już od wielu lat.
Nie wiedziałbyś przecież o losie swej córki,
że twój wnuk istnieje, że się zmienił świat.