Jedno z wielu wspaniałych dzieł pana Piotra Burniaka.

 

Wierszem pisana historia rodzin polskich w Bośni w okresie 1895÷1946

 
Autor: Piotr Burniak



Polską zaborcy władali,
Sto dwadzieścia i trzy lata,
Na trzy części ją rozdarli,
I skreślili z mapy świata.

Jedną Prusacy niemczyli,
Dzieci germanizowali,
Drugą Rosjanie gnębili,
Ludzi na Sybir zsyłali.

Austriacy bardziej znośni,
Trzecią część okupowali,
A Polakom w dzikiej Bośni,
Cudze lasy rozdawali.

W kraju była straszna bieda,
Młodzi Polskę opuszczali,
Szukając pracy i chleba,
Na Bałkany wędrowali.

Za Dunajem i za Drawą,
Tam Polacy się tułali,
Nad „Wrbasem” i nad Sawą,
Las bośniacki karczowali.

Pół wieku tam przebywali,
Lecz za Polską wciąż tęsknili,
Na powrót do niej czekali,
O jej wolność się modlili.

Dziadek mój był z Tarnopola,
Babcia zaś była z Buczacza,
Tam zaczęła się niedola,
I wędrówka ich tułacza.

Byli młodzi i żyć chcieli,
Rodzina się powiększała, 
Dwoje małych dzieci mieli,
Bartłomieja i Michała.

Michałek miał sześć miesięcy,
Dwa i pół roku miał Bartek,
Tak jak wielu żyli w nędzy,
I cierpieli niedostatek. 

Często głodem przymierali,
Bo w Galicji bieda trwała,
Więc do Bośni się wybrali,
Wziąwszy Bartka i Michała.

Bośnia też ich nie witała,
Miodem, mlekiem ani chlebem,
Tylko lasem im szumiała,
Gdy spali pod gołym niebem.

Austria obraz malowała,
Że Bośnia to raj prawdziwy,
Rzeczywistość pokazała,
Że ten obraz był fałszywy.

Babcia bardzo żałowała, 
Że ojczyznę opuścili,
Wyrzuty sumienia miała,
Że błąd z dziadkiem popełnili.

W kraju rodzina została,
Siostra, bracia, krewni bliscy,
Deszczem łez papier zraszała,
Gdy pisała do nich listy.

W Bośni dzieci swe chowała,
Polskę kochać ich uczyła,
Polskie pieśni im śpiewała,
I po polsku się modliła.

Kiedy ranne wstają zorze,
Pieśni tej nie opuszczała,
Po hymnie „Boże, coś Polskę”,
Różaniec do ręki brała.

W Bogu wciąż nadzieję miała,
Że z jej serca znikną blizny,
I na taki dzień czekała,
W którym wróci do ojczyzny. 

Wreszcie przyszła lepsza dola,
I szansa Bośnię porzucić,
Bóg to sprawił, że kto Polak,
Do ojczyzny swej mógł wrócić.

Wiara babci nie zawiodła,
Spełniło się jej marzenie,
Bóg tak dał, że Polska mogła,
Znów swym dzieciom dać schro-
nienie.

Babcia do Polski wróciła,
Wraz z synami i wnukami,
A najbardziej się cieszyła,
Że wrócili Polakami.

Do ojczyzny powrócili,
Gdy Dolny Śląsk zasiedlali,
Nasi krewni już tu byli,
Co z Buczacza przyjechali.

Po długiej, półwiecznej przerwie,
Babcia z siostrą się spotkały,
Gdy spojrzały znów na siebie,
Obie ze szczęścia płakały.

W Buczaczu się pożegnały,
Rozkwitłe kwiatem młodości,
W Bolesławcu się spotkały,
Pokryte „szronem” starości.

Ale ciepło się witały,
Całowały i tuliły,
Bogu za cud dziękowały,
Że się jeszcze zobaczyły.

Babcia nasza ukochana,
W Buczaczu się urodziła,
W Ocicach jest pochowana,
Tam swe życie zakończyła.

To nie była babci wina,
Że z Buczacza pójść musiała,
Ani to, że jej ojczyzna,
Tylu dramatów doznała.

Babciom naszym zawdzięczamy,
Po nich mamy tę spuściznę,
Że my język polski znamy,
I kochamy swą ojczyznę.

Wróciliśmy z emigracji,
Bo jesteśmy Polakami,
Złośliwi nie mają racji,
Nazywając nas Serbami.